Express Pyrzycki
OpiniePyrzyce

Referendalna jesień

Media ogólnopolskie szeroko relacjonują aferę reprywatyzacyjną w Warszawie i szeroko komentują rozpoczętą procedurę przygotowania referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz – prezydent stolicy. Mało kto pewnie pamięta, że 5 października minęło osiem lat od przeprowadzenia pierwszego i jak dotąd ostatniego referendum w sprawie odwołania burmistrza Pyrzyc. Mieszkańcy decydowali wówczas czy z zajmowanego stanowiska będzie musiał odejść Kazimierz Lipiński, któremu wówczas mijał dziesiąty rok urzędowania. Jak na polskie warunki przystało – głosować poszła zbyt mała liczba osób, aby mogło być ono wiążące. Było ono jednak gongiem po pierwszym okrążeniu wyścigu po lokalną władzę, który dwa lata później zakończył się sromotną porażką ówczesnego burmistrza.

Dzisiaj, gdy swoją uwagę skupiamy na czynach obecnej władzy i opozycji niewielu z nas pamięta o co tak dokładnie chodziło osiem lat temu. Sądowe sprawy następny Kazimierza Lipińskiego i brutalna kampania wyborcza w roku 2014 skutecznie odwróciły uwagę mieszkańców od historycznego referendum.
Na samym początku warto przypomnieć sobie, jaki wówczas był układ sił w Radzie Miejskiej. Zostało do niej wybranych pięciu przedstawicieli Platformy Obywatelskiej, czterech reprezentantów Prawa i Sprawiedliwości, po dwóch Polskiego Stronnictwa Ludowego oraz komitetu Wspólnie dla Ziemi Pyrzyckiej wspierającego w wyborach na burmistrza Krzysztofa Kunce, a także po jednym radnym z Lewicy i Demokratów (SLD), a także komitetu Łączy nad dobro Ziemi Pyrzyckiej, który promował kandydaturę Kazimierza Lipińskiego. Przewodniczącym rady został Andrzej Gumowski wybrany z list PO, później odbyły się też wybory uzupełniające na miejsce Wiktora Tołoczki (został starostą). Po dwóch latach układ wyglądał mniej więcej tak, że prym w opozycyjnej działalności wiódł klub radnych Platformy Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego i Niezależnych. Jego szefem był Ryszard Grzesiak.
Plany rozpisania referendum zaczęły nabierać kolorów, gdy Kazimierz Lipiński po raz trzeci nie otrzymał absolutorium za wykonanie budżetu. Sprawy potoczyły się bardzo szybko. – Pod jego rządami gmina zatrzymała się w rozwoju. Jak coś mu zagrozi, od razu rzuca chwytliwe społeczne hasła i nic więcej. Miała być fabryka cukierków, pomidory dla Holendrów, obwodnica pyrzycka, parking pod Placem Ratuszowym. – mówił wówczas dla „Głosu Szczecińskiego” Andrzej Gumowski. Ówczesny burmistrz tymczasem twierdził, że sprawa jest polityczna.
W atmosferze lokalnej wojny odbywała się też kampania referendalna. Opozycja wywiesiła na ulicach bannery „Referendum odwołujące burmistrza Pyrzyc. Nie bądź obojętny! Daj szansę sobie i miastu.”. Jednak już następnego dnia po południu Straż Miejska na polecenie burmistrza zaczęła je… ściągać. Zostały one zwrócone właścicielom dopiero po tym, jak policja przeszukała Urząd Miejski i je znalazła. Kazimierz Lipiński, który polecił ściągnąć bannery bronił się wówczas, że ich treść nie jest zgodna z uchwałą Rady Miejskiej. Według niego napis powinien brzmieć… „Referendum w sprawie odwołania burmistrza Pyrzyc”. Sprawa trafiła do Sądu Okręgowego, który wniosek burmistrza oddalił w całości. Wcześniej już zdążył przegrać proces z producentem programu pyrzyckiej „kablówki”, który w programie lokalnym publikował licznik dni bezczynności burmistrza w sprawie budowy basenu.
Archiwalne ulotki z okresu referendum, do których udało nam się dotrzeć wypełnione były fragmentami artykułów z regionalnej prasy dotyczących działań burmistrza. I tak czytamy o planach budowy rynku w parku między szpitalem, a domem kultury, hali widowiskowo-sportowej, w której ciągle wykrywano nowe usterki, wstrzymanym remoncie ulicy Narutowicza, czy też inicjatywie dla uruchomienia linii kolei drezynowej do Gryfina. Natomiast w 2008 roku na sesji budżetowej burmistrz zgłosił uwaga – 62 poprawki. Nie zabrakło także dwóch hitów – artykułu z 2006 roku o tym, że po wakacjach rozpocznie się budowa osławionych już tężni, a także z grudnia 2003, w którym zapowiadane jest oddanie do użytku turystycznego wieży ciśnień przy ul. Warszawskiej. Ulotkę wieńczyło zdjęcie uśmiechniętego Kazimierza Lipińskiego wykonującego dłońmi „koszyczek” z podpisem „Temu Panu już dziękujemy!”.
Pojawił się też skan ulotki burmistrza z wyborów w roku 2006, gdzie fotografuje się m.in. na tle pola przed Ryszewkiem z podpisem „Blisko 20-hektarowy teren to szansa rozwoju gospodarczego i nowe miejsca pracy”, Jeziora Pyrzyckiego, jako „terenem pod rekreację do zagospodarowania”, a także drogi polnej z informacją, że „jednym z priorytetów przyszłej kadencji są drogi”. Nadruk na ulotce „Tak MIAŁO – być…” mówił sam za siebie. W późniejszym czasie udało się jednak zrealizować np. dokończenie sali kinowej w domu kultury.
Już raz Hannę Gronkiewicz-Waltz próbowano odwołać. W roku 2013 w referendum na 1 300 tysięcy uprawnionych głosowało 344 tysiące Warszawiaków. Aby referendum było ważne zabrakło około 40 tysięcy głosów. Z tych, którzy wzięli udział prawie 95% opowiedziało się za odwołaniem prezydent. Podobnie było w 2008 roku w Pyrzycach. Do głosowania uprawnionych było prawie 16 tysięcy mieszkańców miasta i gminy. Aby pyrzyckie referendum było ważne, musiało w nim wziąć udział 3451 uprawnionych do głosowania mieszkańców. Do urn poszło jednak 2055 z nich. Wynik zaskakujący nie był – 90% głosujących popierało odwołanie Kazimierza Lipińskiego. Największa frekwencja była oczywiście w mieście, słynącego z umiłowania wiosek burmistrza nie chcieli zaś odwoływać mieszkańcy wsi. Inicjatorzy fiasko referendum tłumaczyli głównie niesprzyjającą pogodą, rozradowany natomiast był burmistrz. To co się nie stało w roku 2008, stało się dwa lata później. W wyborach samorządowych zdobył niespełna 1400 głosów. Za nim uplasował się tylko Ryszard Grzesiak, a pozostali dwaj kandydaci – Mariusz Majak i Jerzy Olech zdobyli odpowiednio prawie 2100 i 3700 głosów.
Nie była to pierwsza i nie ostatnia próba odwołania burmistrza w Pyrzycach. Jednak pierwszy i jak dotąd ostatni raz decydowali o tym mieszkańcy. Niewiele bowiem brakowało, a Pyrzyczanie decydowaliby, czy na swoim stanowisku zostanie jego następca. Natomiast po raz pierwszy burmistrz odwołany został… w pierwszej kadencji samorządu. Wówczas jednak o powołaniu i odwołaniu Zarządu Miasta decydowała Rada Miejska. I tak radni, których wówczas było 28 w większości opowiedzieli się za odwołaniem Walentego Darczuka. Kierowany przez niego Zarząd Miejski działał nieco ponad cztery miesiące. Sesja odwołaniowa była podobno tak emocjonująca, że co niektórzy radni mieli opuszczać salę w czasie obrad. Aż szkoda, że wtedy obrady nie były filmowane… Później Walenty Darczuk zasiadł w koalicji w grudniu 2014, gdy został członkiem Zarządu Powiatu. Nie nacieszył się tą funkcją zbyt długo, bo po nieco ponad roku wraz z całym zarządem, nota bene kierowanym przez Kazimierza Lipińskiego został odwołany i znów zasiadł w opozycji.
Nie zanosi się, aby Pyrzyce w obecnej kadencji miały przeżyć kolejną referendalną inicjatywę. Warszawa jednak to nieco inna polityczna bajka. Chociaż obserwując naszych lokalnych polityków – Pyrzyce na pewno nie są mniej emocjonujące.

Related posts

Drugi dzień folkloru (GALERIA)

Admin

Wypadek na Mickiewicza. Jedna osoba w szpitalu.

Admin

Wchodzimy w relacje od nowa

Admin

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.